Katastrofa opisana przed czasem. Niezwykła historia pisarza, który „przewidział” los Titanica
Gdy Titanic jeszcze nie istniał, on już opisał jego zagładę
W 1898 roku amerykański pisarz i były marynarz Morgan Robertson opublikował nowelę Futility, or The Wreck of the Titan. Książka przeszła bez większego echa — aż do kwietnia 1912 roku, kiedy na dno Atlantyku poszedł RMS Titanic, który wypłynął z brytyjskiego portu Southampton. Dopiero wtedy świat zauważył, że fikcyjny statek Robertsona, nazwany Titan, tonie w okolicznościach niemal identycznych jak prawdziwy transatlantyk.
Zbieżności, które do dziś budzą dreszcze
W noweli Robertson opisał luksusowy, „niezatapialny” liniowiec Titan, największy w swojej epoce. Statek:
- uderza w górę lodową podczas nocnego rejsu przez Atlantyk
- tonie w kwietniu
- ma zbyt mało szalup ratunkowych
- przewozi elitę towarzyską i setki pasażerów niższych klas
- ginie ogromna liczba ludzi
Brzmi jak raport z 1912 roku? Nic dziwnego. Podobieństwa są tak uderzające, że od ponad stu lat budzą pytania o to, czy Robertson miał wizję, czy po prostu był genialnym obserwatorem.
Przypadek czy przenikliwość?
Sam autor stanowczo odrzucał sugestie o zdolnościach paranormalnych. Twierdził, że jego opowieść była ostrzeżeniem przed rosnącą megalomanią w projektowaniu statków pasażerskich. W wywiadach podkreślał, że znał realia morskie i wiedział, że pogoń za rekordami wielkości może skończyć się tragedią.
Historycy literatury są zgodni: Robertson nie przewidział przyszłości — przewidział konsekwencje ludzkiej pychy.
Dlaczego ta historia wciąż fascynuje?
Bo łączy w sobie wszystko, co działa na wyobraźnię: katastrofę, tajemnicę, literaturę i pytanie o granice przypadku. W epoce internetu opowieść o „przepowiedni Titanica” wraca regularnie, karmiąc zarówno miłośników historii, jak i fanów teorii spiskowych.
Jednak niezależnie od interpretacji, jedno pozostaje pewne: Morgan Robertson stworzył dzieło, które — choć fikcyjne — stało się jednym z najbardziej niezwykłych literackich „zbiegów okoliczności” w historii.
Ale jednak autor, który twierdził, że był tylko obserwatorem i to musiało nadejść nie wyjaśnił skąd pochodzi zbieżność nazw statku z jego powieści 'Tytan’ z tym, który zatonął 'Titanic’…

